Wiedza dedykowana Tobie

“Chcę mieć poczucie, że właśnie stałem się jeszcze lepszym kierowcą” – wywiad z Kajetanem Kajetanowiczem

05 marca 2018

Kajetan Kajetanowicz opowiada nam o swoich początkach za kierownicą, współpracy z pilotem i ekipą. Zdradza też, ile prawdy jest w popularnej plotce dotyczącej rajdów. 

Kajetan Kajetanowicz to polski kierowca rajdowy, trzykrotny rajdowy mistrz Europy, czterokrotny rajdowy mistrz Polski, trzykrotny zwycięzca Rajdu Polski. W 2013 r. został odznaczony Srebrnym Krzyżem Zasługi. Jest wieloletnim instruktorem w szkole doskonalenia jazdy. Propaguje bezpieczeństwo i skutecznie namawia do doskonalenia umiejętności za kierownicą. O najnowszych osiągnięciach Kajetana najszybciej przeczytacie na jego stronie internetowej, która jest utrzymywana na serwerze Kei.pl.


W wywiadach często podkreślasz, że rajdom podporządkowałeś całe swoje życie. Co było przed rajdami, czy próbowałeś sił w jakiejś innej branży?

Debiutowałem mając dokładnie dwadzieścia jeden lat, więc jak na kierowcę rajdowego dosyć późno. Nico Rosberg, który niedawno zdobył tytuł Mistrza Świata Formuły 1, zaczynał w wieku… 6 lat.

Ja zaraziłem się rajdami, gdy miałem 9 czy 10 lat, ale musiałem przeżyć beztroskie lata młodości, zanim fascynacja przerodziła się w motywację i dążenie do celu. A po drodze do rajdów zajmowałem się różnymi rzeczami. Kiedyś nawet sprzedawałem czajniki, ale nie pytajcie, jak mi to wychodziło 😉

kajetan kajetanowicz jarek baran

Twoja współpraca z Jarkiem Baranem to wiele rajdów, zwycięstw i emocji. Jakie były początki Waszego duetu? Co jest najważniejsze w takim zespole?

Zanim na „gorącym fotelu” usiadł Jarek, miałem jeszcze trzech innych pilotów. Zaczynałem od startów z moją dziewczyną, Olą, z którą tak naprawdę oboje nabieraliśmy doświadczenia. Przez pierwsze lata to właśnie ona zajmowała się sprawami pilotowania.

Oczywiście chciałem się rozwijać, a rajdy pochłaniały nas na tyle, że zadań z nimi związanych było coraz więcej. Dlatego miejsce Oli zajął Maciej Wisławski, czyli już legenda wśród polskich pilotów. Potem zaliczyłem jeszcze jeden, zwycięski rajd z Jackiem Rathe, a kolejny pojechałem już z Jarkiem.

Mamy różne charaktery, ale nasza współpraca dobrze działa, czego potwierdzeniem są tytuły, które przez te lata zdobyliśmy. A nadal mamy ochotę na kolejne.

Choć chyba moja i Jarka praca jest najprzyjemniejsza, bo to my rywalizujemy siedząc w rajdówce, na cały sukces składa się praca wielu osób, które także są jego autorami, ale nie jesteśmy dużym zespołem. Jego trzon tworzą cztery osoby. Kluczem do sukcesu jest więc nie tylko dobra organizacja, ale także pasja, zaangażowanie i determinacja, czyli ważne cechy, które bardzo doceniam u moich współpracowników.

Swoje rajdowe przygody zaczynałeś w Fiacie 126p, ale nie ukończyłeś pierwszego poważnego rajdu. Gdybyś wtedy miał tę wiedzę i doświadczenie, które masz teraz, co mógłbyś poprawić w tamtym starcie?

Wiem, że to może zabrzmieć pysznie, ale nie wiem, czy coś bym poprawił. Nie jestem jednak zarozumiały i wiem, że wtedy popełniłem kilka błędów. W rajdach kluczowe jest doświadczenie. Tak jak w życiu, nabywa się je z czasem, z przejechanymi kilometrami. Być może właśnie to pierwsze niepowodzenie było jednym z ważniejszych doświadczeń w mojej karierze. Nauczyło mnie pokory i szacunku do rywali, trasy, ale także do własnej pracy.

Długo pracowałem i zbierałem na swoją pierwszą rajdówkę i rozbiłem ją już w pierwszym starcie. Wiecie jak długo musiałem czekać na kolejny? Rok, tyle czasu zajęło mi zebranie środków i odbudowa.

Co jest najważniejsze dla kierowcy rajdowego jeśli chodzi o jego samochód: bezpieczeństwo, zwrotność, a może moc silnika? Co według Ciebie najbardziej się liczy?

Często pytają mnie: „Kajto, a jaki samochód jest według Ciebie najlepszy?” i ja zawsze odpowiadam tak samo: „Najlepszy dla mnie jest ten, który pozwala mi w jak najkrótszym czasie pokonać odcinek specjalny na rajdzie”. A gdy się nie ścigam to też pokonuję mnóstwo kilometrów w ruchu ulicznym, ale mój prywatny samochód jest mało sportowy i nie rzuca się w oczy. Liczy się dla mnie to, że jest wygodny i bardzo bezpieczny.

Startujesz zarówno w rajdach na terenie Polski jak i za granicą. Czym najbardziej różnią się zagraniczne i ojczyste rajdy, oczywiście poza samą lokalizacją?

Jak startuję za granicą to często towarzyszy mi dreszczyk emocji związany z odkrywaniem czegoś nowego. Z kolei

w Polsce moje serce też bije szybciej, bo powrót do rywalizacji w rajdach, w których się ścigałem jeszcze kilka sezonów temu także jest ekscytujący.

W każdym rajdzie w Mistrzostwach Europy walczyliśmy nie tylko z kierowcami i zespołami regularnie startującymi w rundach europejskiego czempionatu, ale także z liczną grupą zawodników lokalnych. Oni doskonale znają niemal każdy zakręt, a nawet kamień, więc są w stanie doskonale ocenić przyczepność, wiedzą lepiej gdzie mogą czyhać pułapki. W Polsce też tak jest, ale różnica polega na tym, że w naszym kraju znam miejscowych kierowców, z którymi przychodzi mi rywalizować.

Udział w rajdzie wymaga wielkiej koncentracji, szybkich analiz i z pewnością odrobiny ryzyka. Jak sądzisz, jakie błędy najczęściej popełniają młodzi kierowcy, którzy dopiero rozpoczynają  karierę kierowcy rajdowego?

Chcą pojechać szybciej, niż są w stanie. Dokładnie tak, jak ja zrobiłem w swoim pierwszym starcie. To zrozumiałe, bo w ich żyłach oprócz benzyny krąży duża dawka ambicji. Gdyby jej nie mieli, to nie stanęliby na starcie rajdu. Dlatego na początku bardzo ważne jest, aby znaleźć złoty środek pomiędzy dobrym tempem, a dojeżdżaniem do mety. Jak wiemy, nic nie da wygranie dziewięciu odcinków specjalnych, jeśli na dziesiątym – ostatnim – wypadniesz z trasy. Cały start idzie tak naprawdę na marne.

Spójrzmy na rajdy trochę od strony technologii. Sukcesy w rajdach niosą za sobą popularność, zainteresowanie i rozgłos. To z kolei rodzi miliony interakcji na przykład w postaci maili. Ile maili codziennie przychodzi na skrzynkę jednego z najlepszych teamów rajdowych w Polsce?

Dokładnej liczby nie znam, ale jest tego sporo. Wiem na pewno, że do mojej skrzynki wpada zdecydowanie więcej maili, niż jestem w stanie przeczytać 😉

Mamy kilka kont, z których korzysta kilka osób. Osobne do kontaktów z fanami, kolejne dedykowane dziennikarzom, a także imienne skrzynki, ale wszystko sprawnie działa, wszystko dochodzi i wychodzi jak trzeba, więc nie mamy się o co martwić. Wiem, że to wasza robota 😉

Jesteś bardzo aktywny w mediach społecznościowych. Oprócz publikacji zdjęć udostępniasz także spontanicznie nagrane filmiki, co pokazuje, że sam czuwasz nad swoimi social-profilami. Jak takiemu zapracowanemu człowiekowi jak Ty udaje się tak płynnie łączyć rajdowe obowiązki z aktywnym byciem online?

Może nie nad wszystkim panuję sam, bo każdego dnia mam też dużo pracy do wykonania, ale… 🙂 Faktycznie, staram się możliwie najczęściej korzystać z możliwości kontaktu z kibicami, jaką dają media społecznościowe. Nie startuję zbyt często w naszym kraju, a kontakt z fanami to coś, co napędza mnie do działania. Dlatego, gdy tylko mam coś ciekawego do przekazania, nie zastanawiam się dwa razy. Choć muszę przyznać, ale zostawcie to między nami… selfiki i filmiki z ręki nie są czymś, w czym czuję się jak ryba w wodzie 🙂

Pozostańmy w temacie social mediów. Facebook to obecnie najpopularniejsza platforma społecznościowa. Twój fanpage ma ponad 86tys. aktywnych fanów. Co sądzisz o tego typu kontakcie z fanami? Czy pozytywne komentarze, gratulacje i inne miłe słowa działają na Ciebie motywująco?

Oczywiście, że działają motywująco! Czasami pojawia się ich tyle, że sam nie wyrabiam z czytaniem. To teraz chyba najlepszy kontakt bezpośredni pomiędzy fanami a ich idolem. W czasach „przedfacebookowych”, by porozmawiać ze swoim ulubionym kierowcą, trzeba było jechać na drugi koniec Europy, gonić za nim po rajdach, w których startował. Teraz jest to na wyciągnięcie ręki, dosłownie.

Przeglądając Twoją stronę oraz profile w mediach społecznościowych nie da się nie zauważyć, że poza rajdowym światem udzielasz się także w przeróżnych akcjach charytatywnych oraz społecznych. Pod koniec października zostałeś ambasadorem fundacji ABC XXI Cała Polska czyta dzieciom. Co sądzisz o tego typu inicjatywach?

Każda z tych inicjatyw ma swoją misję do spełnienia. Od czytania dzieciom, przez bezpieczeństwo w samochodzie lub poza nim, po charytatywne inicjatywy, które pomagają potrzebującym. Gdy zaczynałem starty, mi również pomagało wiele osób. Teraz mogę się odwdzięczyć i robię to. W dużym stopniu czuję też, że młodzi kierowcy traktują mnie jako pewnego rodzaju autorytet, dlatego wiem, że moje słowa o bezpieczeństwie na drogach mogą docierać szerzej. Choć dziwnie to brzmi z ust kierowcy rajdowego, który na rajdzie balansuje na granicy – w ruchu ulicznym nie czuję potrzeby przeginania. Nie jestem ideałem, bo każdy popełnia błędy, ale z pewnością dążę do ich minimalizowania.

Mówi się the „sky is the limit”. Jak to wygląda w życiu kierowcy rajdowego? Co stanowi ten limit? Czy jest jakiś wymarzony rajd, w którym chciałbyś wziąć udział? A może jakaś trasa, którą chciałbyś przejechać?

Z pewnością cząstkę tego nieba stanowią tytuły – najpierw tytuł mistrza kraju, później kontynentu, a potem świata. Jednak w sporcie nie ma czegoś takiego, co byłoby limitem. Jeśli np. Sebastien Ogier wygrywa po raz czwarty WRC, z każdym rokiem chce być jeszcze szybszy.

Rozwijać umiejętności, pojechać lepiej, bardziej doskonale. Do tego dążę także i ja. Kończąc każdy rajd – niezależnie od jego rangi – chcę mieć poczucie, że właśnie stałem się jeszcze lepszym kierowcą.

W październiku zeszłego roku miała premierę Twoja Książka “Kajto. Jadę po swoje”, opracowana we współpracy z Krzysztofem Pyzią. Opowiedz nam o niej. Skąd pomysł na wydanie biografii, jak wyglądały prace na nią i jak została odebrana?

Tak naprawdę nie był to mój pomysł. Krzysiek, który jest wydawcą programów Radia ZET, dziennikarzem Playboya czy Angory, był sprawcą całego tego zamieszania, które chyba z perspektywy czasu mogę ocenić bardzo pozytywnie 🙂 Nie sądziłem, że będzie aż tylu chętnych do poznania mojej historii. Prace nad samą treścią nie trwały bardzo długo, bo dosłownie kilka dni, ale były intensywne. Był to czas pomiędzy sezonami startów, a zatem rozmawialiśmy w stanie lekkiego rozluźnienia. 🙂 Ciężko mi określić jak książka została odebrana, sam jej nie czytałem… Co prawda zacząłem, ale pewnie jeszcze długo nie skończę. Już znam tę historię 🙂

Na koniec chcieliśmy rozwikłać zagadkę. Plotka głosi, że podczas rajdu czasem w ogóle nie słychać tego co mówi pilot z uwagi na ryk silnika 🙂 Czy to prawda?

Gdyby to była prawda, miałbym spory problem! 🙂 Przed samą rywalizacją mamy tylko dwa przejazdy zapoznawcze, na których pracujemy nad stworzeniem najlepszego opisu. Jak sam widzisz, dwukrotne przejechanie na przykład 250 kilometrów nie daje najmniejszych szans na zapamiętanie trasy. Od tego właśnie jest opis i pilot, abym w ułamku sekundy mógł podjąć decyzję o ustawieniu samochodu do zakrętu. W kontakcie pomaga nam interkom, czyli słuchawki i mikrofony, które mamy w kaskach. Dzięki temu słyszymy się bardzo dokładnie. No, dopóki interkom działa, bo jak przytrafi się awaria, to bywa różnie… 🙂

Dziękujemy za wywiad. 


Zdjęcia pochodzą ze strony Kajto.pl.

Sprawdź naszą ofertę – Hosting Kei.pl.

“Chcę mieć poczucie, że właśnie stałem się jeszcze lepszym kierowcą” – wywiad z Kajetanem Kajetanowiczem
5 (100%) 23 głosów